WA08: dzień trzeci – poniedziałek

Ponieważ od czasu tamtej wyprawy upłynęło już duuuuuuuużo wody w Water of Leith, postaram się tylko po krótce opisać nasze wspomnienia, żeby zakończyć ten cykl wpisów.

A więc tak, obudziłem się dosyć późno, bo chyba byłem trochę zmęczony. Moja dziewczyna szalała już z aparatem od co najmniej dwóch godzin, kiedy udało mi się wywlec z namiotu około południa (nigdy nie byłem rannym ptaszkiem :D ).

Nasz kemping o nazwie Glen Rosa prezentował się w promieniach słonecznych całkiem ciekawie.

Zajęliśmy się jakimiś zwykłymi rzeczami typu jedzenie posiłków, palenia ogniska itd. W zasadzie to było pierwsze nasze ognisko w Szkocji. Mimo, że słońce świeciło przez cały dzień, było zimno. Żeby nie marznąć cały czas trzeba było się ruszać.

Pod wieczór zerwał się dosyć silny wiatr i zaczęło nam trochę rzucać namiotem. Obok stał jakiś zwinięty w kulkę namiot, który poprzedniej nocy nie wytrzymał naporu wiatru. Ale niepotrzebnie się przejmowaliśmy, bo nasz zniósł szkocką pogodę całkiem dobrze.

Dodaj komentarz