WA08: dzień pierwszy – sobota

Chciałem pisać na bieżąco o naszej wyprawie a wyszło jak zawsze :) . Ale zawsze lepiej późno niż wcale. Zatem pojechaliśmy, wróciliśmy i jesteśmy zadowoleni bo było naprawdę niezwykle. Spróbuję w miarę chronologicznie opisać po krótce jak faktycznie przebiegała nasza podróż.

Wyjazd pociągiem z Edynburga do Falkirk. Mieliśmy mały problem ze sprawnym wyjściem z wagonu, bo przyczepka okazała się wyjątkowo ciężka i trudna do manewrowania na tak małej przestrzeni.

Z Falkirk już rowerami udaliśmy się w kierunku Glasgow gdzie planowaliśmy nasz pierwszy biwak. Ale w drodze zmieniliśmy zdanie bo pogoda wyjątkowo dopisała. Zdecydowaliśmy zrobić kilkadziesiąt mil więcej niż wcześniej zaplanowaliśmy i przenocować po zachodniej zamiast po wschodniej stronie Glasgow.

Prawie nam się to udało, ale w Glasgow zgubiliśmy drogę i przez to straciliśmy około dwóch godzin. Nie udało nam się więc dojechać na kemping i namiot rozbijaliśmy już po zmierzchu gdzieś na obrzeżach Johnstone, na zachód od Glasgow. Moja kobieta nie dawała rady już dalej jechać, więc innego wyjścia nie było.

Ulokowaliśmy namiot w jakichś zaroślach modląc się, żeby nikt nas tam nie znalazł. To się nie do końca udało, bo okazało się, że w późnych godzinach wieczornych zapuścił się w te okolice jakiś jegomość w wieku tak na oko 14 z całkowicie pijaną dziewczyną w podobnym wieku. Na szczęście bardziej byli zainteresowani sobą niż nami.

Po rozbiciu obozu przyjrzałem się dokładnie przyczepce, a dokładnie samemu zaczepowi. Okazało się, że mocowanie do roweru jest tak wygięte, że ściągnięcie dyszla z roweru jest możliwe tylko po rozebraniu zaczepu na części pierwsze. Postanowiłem sobie to zajęcie zostawić na rano.

Przed pójściem spać po raz pierwszy odpaliliśmy nasz Kettle i to była jedna z niewielu przyjemnych rzeczy tego wieczoru. Bo zanim jeszcze skończyliśmy rozkładać namiot zaczął padać deszcz.

Leave a Reply