wycieczka: wzdłuż migdałowej rzeki

Dziś ze względu na wyjątkowo sprzyjające warunki pogodowe (świeciło słońce i nie padał deszcz) postanowiliśmy wyruszyć na krótką wycieczkę. Było kilka opcji, ale w końcu zdecydowaliśmy się na przejażdżkę w górę Almond River, czyli migdałowej :) .

Już wcześniej zwiedzaliśmy okolice ujścia, ale nie wiedzieliśmy, że ścieżka wiedzie dalej w górę rzeki jeszcze co najmniej z 5 kilometrów. Dowiedzieliśmy się dopiero po zakupie najnowszej mapy rowerowej Spokes.

Oto kilka fotek:

Mostek nad migdałową rzeką z całkiem ciekawym zachodem słońca:

Mostek nad Almond River

Stare drzewa, robią ogromne wrażenie. Zwłaszcza o tej porze roku kiedy nie mają liści. Klimatu dodawał zachód słońca.

Jeszcze jedno drzewo nad Almond River

Drzewo przy Almond River

i jeszcze jedno drzewo

I sama ona:

Almond River

Jadąc cały czas wzdłuż rzeki dojechaliśmy do lotniska. Poobserwowaliśmy lądujące i startujące samoloty po czym zdecydowaliśmy ruszyć wzdłuż ogrodzenia mając nadzieję dojechać do obwodnicy. To nam się jednak nie udało, ponieważ rzeka Almond wpływa jak widać na załączonym obrazku na teren lotniska. I dalej przejść dałoby się jedynie po murku szerokości około 50 cm (z rowerami raczej ciężko). Mostek owszem jest, ale po drugiej stronie ogrodzenia, czyli już na terenie lotniska. Ale bezsens!

Almond River w okolicach lotniaska w Kirkliston

Dodatkowo lotniska bronią przed terrorystami takimi jak my policjanci jej Królewskiej Mości. Wypytali gdzie mieszkamy, jak się nazywamy, imiona rodziców, nazwiska pradziadków od strony wujka itd. Potem dali se strzelić fotkę (nie załączam, ponieważ widać twarze :) ) i pojechali w swoją stronę. W sumie sympatycznie było. Powiedzieli nam, że możemy sobie chodzić za ogrodzeniem ile chcemy. Ale oni dla pewności sprawdzą nas w “bazie” :) . Zapytali jeszcze czy w Polsce jest lepiej.

Policja z lotniska edynburskiego

Trochę się namęczyliśmy przy tym lotnisku, bo błoto było niesamowite. Nie muszę chyba mówić, że ta trasa nie jest jakoś wyjątkowo mocno uczęszczana.

Robiło się ciemno, zaczynało padać (ale niespodzianka!), nie było gdzie dalej już jechać, więc zawróciliśmy tą samą drogą kierując się do domku. Kiedy wjechaliśmy do Cramond było już po zmroku i dosyć chłodno. Ale wycieczka przednia.

Dodaj komentarz