plany: Ameryka Południowa w rok
Jak większość mieszkańców naszej planety od dłuższego już czasu zastanawiam się jak zrobić, żeby przestać pracować i zacząć żyć z oszczędności. Przychodziły mi do głowy różne pomysły wliczając wygrane w totka. Ale po głębszym namyśle postanowiłem się skoncentrować na czymś co mogę łatwiej kontrolować – zamierzam wyjechać z moją dziewczyną do Ameryki Południowej na kilka miesięcy.
Plan
Mamy już w miarę skrystalizowany plan tego przedsięwzięcia. W przyszłym roku (2008) planujemy pojechać na Węgry gdzie zdobędziemy podstawową wiedzę na temat wypraw rowerowych. Trzy tygodnie powinny wystarczyć, żeby przekonać się czego będziemy potrzebować.
Oprócz tego będziemy polegać na wiedzy innych podróżników, między innymi Wojciecha Cejrowskiego i jego “Boso przez świat” oraz jego książek ale przede wszystkim Tima i Cindy Travis, którzy jeżdżą po świecie rowerami od Marca 2002 czy Jakuba Postrzygacza, który pokonał samotnie słynny australijski szlak Canning Stock Route (dodatkowe info znaleźć można tutaj).
Chcemy wziąć urlopy w pracy i poświęcić się podróżowaniu. Jakkolwiek nierealnie to brzmi to słyszałem już o ludziach, którzy podobne pomysły przekształcili w rzeczywistość.
Fundusze
Według moich informacji w Ameryce Południowej jest bardzo tanio w porównaniu do Europy. Można znaleźć hotele czy hostele gdzie nocleg kosztuje kilka dolarów. Jedzenie też jest dosyć tanie. Najdroższy będzie przelot samolotem i tego się nie da obejść.
Liczymy, że przy oszczędnym trybie życia, sypiając głównie pod namiotami i w tanich hotelach, gotując we własnym zakresie omijając restauracje i knajpy będziemy w stanie przeżyć za mniej więcej 10 funtów dziennie na osobę. Czyli potrzebne nam będzie około 3700 funtów na osobę na rok. Przelot to koszt około 1000 funtów w obie strony. Zatem łącznie potrzebować będziemy około 10 tys funtów.
Jest to wcale nie mało, ale nie jest to w końcu fortuna. Ludzie wydają takie pieniądze na jeszcze głupsze rzeczy, np. zakup samochodu
. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to taką sumę odłożymy w półtora roku.
Jest jeszcze plan awaryjny, skrócimy podróż w zależności od dostępnych funduszy.
Datki
Jako dodatkowe źródło dochodu planujemy wykorzystać datki od dobroczyńców. W całym zachodnim świecie są miliony ludzi chętnych wspomagać takie pomysły jak nasz. Mówię tutaj o pieniądzach, ale nie tylko.
Myślę, że uda się znaleźć firmy, które zechcą nas sponsorować. Nie przewiduję, żeby było to proste do osiągnięcia, ale Jakubowi się udało. Są więc szanse, że i nam się uda.
Ryzyko
Ryzyko związane z taką wyprawą będzie podejrzewam dosyć spore. Sytuacja polityczna w niektórych krajach Ameryki Południowej jest niepewna. W wielu częściach rządzi mafia. Pomysłu na zabezpieczenie się przed ewentualnymi problemami jeszcze nie mamy.
Sprzęt
Żeby świat wiedział o nas jak najwięcej i jak najczęściej musimy zabrać ze sobą trochę sprzętu. Pomijam rowery, bo to oczywiste.
Będziemy potrzebowali między innymi trwałego i w miarę małego, a przede wszystkim lekkiego laptopa. Zastanawiam się nad OLPC z jakąś dystrybucją Linuxa. Ewentualnie jakiś ultra przenośny sprzęt typu np. Asus Eee (nie muszę chyba mówić, że w obu przypadkach niska cena to jedna z podstawowych zalet).
Dobry aparat fotograficzny również się przyda. Planuję w niedalekiej przyszłości zastąpić mojego wspaniałego Kodaka DX6490 Nikonem D80. Ponieważ cenię wszechstronność, prostotę i niską cenę (i wagę) to prawdopodobnie po prostu skuszę się na opcję z obiektywem bez zoomu.
Telefon komórkowy również będzie przemyślanym zakupem. Nie wykluczone, że będzie to jakiś PDA, żeby w łatwy sposób można było notować i przekazywać w świat najważniejsze dane.
Druga komórka (dla mojej kobiety) będzie miała jakiś nienajgorszy aparat fotograficzny. Każdy rowerzysta wie jak trudno robi się zdjęcia jadąc rowerem. Czasami wyciągnięcie wielkiego super fajnego aparatu z torby to zbyt duże wyzwanie, co niekiedy po prostu uniemożliwia uchwycenie jakiegoś niepowtarzalnego zdarzenia zanim przeminie. Jestem zdania, że telefon komórkowy służy do wykonywania połączeń telefonicznych. Ale w tym przypadku zaryzykuję szykany ze strony fotografów i powiem, że wolę mieć gorsze jakościowo zdjęcie ciekawej chwili niż nie mieć go wcale.
GPS do śledzenia naszego położenia. Na prędce znalazłem coś takiego. Podejrzewam, że gdybym rozejrzał się jeszcze lepiej, to znalazłbym coś bardziej dopasowanego do moich potrzeb. Najlepiej byłoby, gdyby informacje o naszym położeniu były przekazywane na serwer WWW w czasie rzeczywistym, choć nie wykluczone, że takie urządzenie jeszcze nie istnieje. Temat jest do przebadania. Integracja z Google Earth to i tak już sporo.
Dobry licznik rowerowy to również podstawa. Żeby uwiarygodnić nasze wyczyny potrzebny będzie najlepiej taki, z możliwością kopiowania i zapisywania danych w jakiś logiczny sposób na komputerze (albo jeszcze lepiej na handheldzie). Równiez nie mam pewności czy coś takiego istnieje.
Język
Przed wyjazdem trzeba będzie również podszkolić się ze znajomości hiszpańskiego. Obecnie żadne z nas nie potrafi powiedzieć ani jednego zdania w tym języku, ale jesteśmy dobrej myśli
.
Podsumowanie
Kiedy czytam co napisałem, to sam nie wierzę, że coś takiego może się kiedykolwiek udać. Ale samo wyobrażanie sobie tego typu przygód sprawia mi niesamowitą frajdę.
wtorek, 8 styczeń 2008 @ 12:14 pm
Totalnie przez przypadek trafilem na Twoja strone i notke o wyprazie do Ameryki Poludniowej. Dokladnie cos podobnego planuje tyle ze bez rowerow i na krotszy okres czasu. Zycze powodzenia w realizacji!!