ultralight ciąg dalszy

Posted in mój rower on wtorek, 28 Wrzesień 2010 by Brunon Rogowski

Od słów przeszliśmy do czynów. Zakupiliśmy dwa ultralekkie plecaczki z sakwami na wodę. Moja kobieta była od początku nastawiona sceptycznie do tego pomysłu, zwłaszcza, że koszt zakupu nie był mały. Ale po wypadzie do Glentress zmieniła zdanie!

Nie będę tutaj zachwalał czegoś o czym wszyscy wiedzą jak działa. Powiem tylko tyle, że sam byłem zaskoczony jak bardzo pojemny jest ten plecaczek a jak mało uciążliwy.

Trespass Ultra 22 Rucksack

Trespass Ultra 22

Po pierwszym teście zmotywowany dokonaniami z soboty, w niedzielę wyjechałem na samotną przejażdżkę w Pentlandy. 3 godziny pedałowania bez przerwy. Wypiłem całe 2 litry wody i pod koniec jeszcze mi zbrakło. Ale jestem przekonany, że łatwy dostęp do wody w dużym stopniu ułatwił trening.

Zakupiłem też i również przetestowałem lekutki i bardzo mały śpiwór z… Tesco. Też jestem zdania, że Tesco jest ostatnim miejscem w którym należy się zaopatrywać w sprzęt turystyczny ale przekonały mnie pozytywne komentarze użytkowników, bardzo mały rozmiar i naprawdę ciekawa cena.

Śpiwór Mumia Tesco Ultra-Lite

Śpiwór Mumia Tesco Ultra-Lite

Przetestowałem go bez karimaty śpiąc jedynie na kocu ratunkowym z folii aluminiowej w temperaturach spadających poniżej zera nad ranem i muszę powiedzieć, że jestem zadowolony. Kupiłem go właściwie jako śpiwór letni ale przy zastosowaniu dodatkowego śpiwora z folii aluminiowej i folii bąbelkowej powinienem dawać radę do późnej jesieni.

Już zaczęliśmy planować tygodniowy wypad w Highlandy w Maju lub Czerwcu 2011. Do tego czasu zdążymy przetestować konfigurację sprzętową, udoskonalić taktykę i przygotować się mentalnie do skrajnego wysiłku fizycznego i psychicznego!

fotka: fiordy w okolicach Aalesund

Posted in wypady tagi , , , , , , on poniedziałek, 23 Sierpień 2010 by Brunon Rogowski
Fiordy

Fiordy w okolicach Aalesund w Norwegii

Zafundowaliśmy sobie jedną z najdroższych przygód w życiu, ale w zasadzie było warto. Norwegia oprócz tego, że jest bardzo drogim krajem jest też bardzo słabo zaludniona. W załomach tego powykrawanego jak puzzle kraju pełno jest widoków takich jak ten.

Pojedyncze zabudowania oddalone od najbliższych osiedli ludzkich o conajmniej kilkadziesiąt minut rejsu motorówką to nic nadzwyczajnego.

Bo drogi tam niestety, albo na szczęście jak kto woli, nie prowadzą. Druga opcja to przeprawa przez góry, którą miejscowi zdecydowanie nam odradzali. Trzeba byłoby mieć niezłe umiejętności i dobry sprzęt, żeby się przez nie przedrzeć!

turystyka rowerowa na ultralight

Posted in niusy tagi , , , , , , , on poniedziałek, 23 Sierpień 2010 by Brunon Rogowski

Ultralight zaczęło do mnie coraz głośniej przemawiać. wcześniej jakoś uważałem ultralighterów za świrów ale teraz uważam, że ma to przyszłość.

Po wyprawie na Arran, gdzie mieliśmy przeładowaną przyczepkę, a poruszanie się z nią było bardzo utrudnione i w zasadzie sprowadzało się do asfaltowej ścieżki, którą na Arran dojechaliśmy mieliśmy długą przerwę w wyprawach rowerowych z namiotem. Teraz do tego powróciliśmy z nowym punktem widzenia.

Udało mi się wyhaczyć ostatnio tani namiot z drugiej ręki. Sporo miejsca na 2 osoby plus nasze daypacki. Namiot waży koło 1.3kg i mieści się pod kierownicą.

Do tego lekkie i małe letnie śpiwory, kuchenka, kawałek aluminiowego garnka, woda, dętka, łatki, nóż i parę innych gadżetów. Nie ważyłem jeszcze, ale szacuję że do podziału na nas dwoje mamy łącznie między 12 a 15 kg. To i tak jest dużo ale daje się już z takim ładunkiem jeździć offroad i mieć z tego całkiem niezłą frajdę.

Byliśmy dopiero na dwóch takich przejażdżkach. Pierwsza w Perthsire z Dunkeld do Aberfeldy i z powrotem. 2 dni pedałowania po górach, praktycznie nie wjeżdżając na drogi.

Drugą taką wyprawę zorganizowaliśmy w Lake District w okolicach Keswick. Dziwne trochę te rejony, bo ścieżek rowerowych jakby brak. Spotkaliśmy kolesia, na oko 60 lat, który pokazał nam trasę częściowo offroadową w okolicy, w której się zatrzymaliśmy. I muszę powiedzieć, że jeden z fragmentów na długości około 5 kilometrów był naprawdę ciężki. Było płasko, ale bardzo mocno podziurawione i kamieniste.

Wracamy więc do korzeni, zarówno naszych jak i początków kampingu:

The founder of recreational camping was Thomas Hiram Holding, who wrote the first Campers Handbook in 1908. His knowledge of camping came from childhood experiences when he crossed the American prairies with his parents in 1853. Holding was also a keen cyclist and embarked on a journey across Ireland with 4 friends, during which they camped. He wrote a book about the experience, titled Cycle and Camp in Connemara, in which he invited others to contact him if they were interested in cycle camping. This led to the formation of the Association of Cycle Campers in 1901, which was founded with 13 members. The first meeting of this association was the founding of the organisation that is now known as The Camping and Caravanning Club. (Source: History of Camping).

Jeśli ludzie byli w stanie podróżować z namiotami 110 lat temu, to dzisiaj powinno być to conajmniej 100 razy łatwiejsze. I myślę, że coś w tym jest. Podejrzewam, że 100 lat temu jeździło się po drogach, po których w większości jeździło się wozami. Prawdziwy luksus taka siatka ścieżek rowerowych pozbawionych ryzyka utraty życia pod kołami dwudziesto tonowej ciężarówki.

Nie ma co biadolić. Trza się cieszyć z tego co pozostało. A pozostało naprawdę wiele niesamowitych miejsc praktycznie nietkniętych przez cywilizację. A docieranie do nich na rowerze staje się coraz łatwiejsze dzięki osiągnięciom technologicznym naszych czasów.

W następny weekend kolejny wyjazd do Stirlingshire.

PS: Nie wspomniałem jeszcze o jednej bardzo ważnej zdobyczy XXI wieku. Chodzi mianowicie o auto. Wyjazd na Arran był w całości oparty na siłach naszych mięśni i transporcie publicznym. Samochód ułatwia przedarcie się przez miejską dżunglę do miejsc, które nas interesują.

Status

Posted in niusy on niedziela, 18 Październik 2009 by Brunon Rogowski

Wszystkim, którzy zastanawiają się co się obecnie ze mną dzieje spieszę z wyjasnieniami. Otóż ciągle mieszkamy w Edynburgu, jeździmy rowerami i dużo podróżójemy. Od ponad czterech lat, a moja dziewczyna od prawie czterech pracujemy w tej samej firmie.

Jest jeszcze coś co od ponad trzech lat się nie zmieniło, a jest to obezwładniające, nieodparte i wszechogarniające parcie na przygodę i podróżowanie.

W ciągu ostatnich kilku lat zwiedziliśmy spory kawałek Szkocji. Można powiedzieć, że szlifujemy warsztat podróżniczy. Ale choć wiemy teraz o wiele więcej niż parę lat temu to chyba najlepsza część jeszcze przed nami.

Ciągle nie potrafię wyjść z podziwu dla tych ludzi. Jak widać po ich blogu, ciągle jeszcze im się to nie znudziło.

Ciągle marzy nam się zerwanie z codziennością życia, więc niechaj żywi nie tracą nadziei…

fotografia z siodła

Posted in myśli tagi , , , on niedziela, 17 Sierpień 2008 by Brunon Rogowski

Przeglądam sobie właśnie zdjęcia z różnych naszych wycieczek i wypraw i naszły mnie dwie myśli: a) za nierobienie zdjęć z lenistwa powinienem sobie spuścić wp@#$%#; b) trudno się robi zdjęcia z rowera :) .

Widzę, że przez lenistwo nie zarejestrowaliśmy dużej części naszej wyprawy na Arran. Na to niestety nie mam żadnego rozsądnego wytłumaczenia.

Może poza tym, że jak się jedzie rowerem, to zwykle obydwiema rękami trzyma się człowiek kierownicy. Oczywiście są wyjątki, ale ogólnie ciężko jest się co chwila zatrzymywać, wyciągać aparat, żeby pstryknąć fotkę, spakować aparat i za 500 metrów powtarzać te czynności od nowa.

Tutaj z pomocą przychodzi nam technologia XXI wieku – aparaty w komórkach. Sam przez długi czas byłem przeciwnikiem fotografii komórkowej. Jednakowoż dla rowerzysty to na ogół jedyna możliwość uchwycenia ważnej chwili. Szczęśliwie dzisiejsze telefony posiadają już całkiem niezłe aparaty.

To tyle jeśli chodzi o przemyślenia na dzisiaj.

WA08: dzień trzeci – poniedziałek

Posted in wyspa arran '08 (WA08) tagi , , , on niedziela, 17 Sierpień 2008 by Brunon Rogowski

Ponieważ od czasu tamtej wyprawy upłynęło już duuuuuuuużo wody w Water of Leith, postaram się tylko po krótce opisać nasze wspomnienia, żeby zakończyć ten cykl wpisów.

A więc tak, obudziłem się dosyć późno, bo chyba byłem trochę zmęczony. Moja dziewczyna szalała już z aparatem od co najmniej dwóch godzin, kiedy udało mi się wywlec z namiotu około południa (nigdy nie byłem rannym ptaszkiem :D ).

Nasz kemping o nazwie Glen Rosa prezentował się w promieniach słonecznych całkiem ciekawie.

Zajęliśmy się jakimiś zwykłymi rzeczami typu jedzenie posiłków, palenia ogniska itd. W zasadzie to było pierwsze nasze ognisko w Szkocji. Mimo, że słońce świeciło przez cały dzień, było zimno. Żeby nie marznąć cały czas trzeba było się ruszać.

Pod wieczór zerwał się dosyć silny wiatr i zaczęło nam trochę rzucać namiotem. Obok stał jakiś zwinięty w kulkę namiot, który poprzedniej nocy nie wytrzymał naporu wiatru. Ale niepotrzebnie się przejmowaliśmy, bo nasz zniósł szkocką pogodę całkiem dobrze.

halo jestem

Posted in myśli, Szkocja08, węgry '08 tagi , on niedziela, 17 Sierpień 2008 by Brunon Rogowski

Po kilkumiesięcznej przerwie powracam do pisania. Przez ten czas oczywiście bardzo wiele się wydarzyło, co postaram się pokrótce tutaj nakreślić.

Po pierwsze, z wycieczki na Węgry nici. Brak kasy zmusił nas do pozostania na Wyspie. Nie przejęliśmy się tym zbytnio i już w następny weekend ruszamy na trzytygodniową przejażdżkę po Szkocji. Planujemy między innymi odwiedzić wyspę Skye oraz słynne trasy zjazdowe w Glentress i Innerleithen.

Po drugie, kupiłem sobie nowy rower (tutaj najważniejsze parametry). Zrezygnowałem z hybrydy na rzecz hardtaila. Nie żałuję tej decyzji, mało tego jestem bardzo z niej zadowolony. Hybryda była za mało dynamiczna. Ja lubię od czasu do czasu rozpędzić się na jakimś górskim szlaku. Mój poprzedni rower miał też jedną wadę, był marnej jakości i nie wytrzymywał mojego ciężaru (ponad 90 kg). Dzięki temu rowerkowi udało mi się trochę wzmocnić formę. No i hydrauliczne hamulce tarczowe – bajka!

Po trzecie, moja kobieta również kupiła sobie rower, i to nawet lepszy niż mój, co mnie bardzo cieszy. Wcześniej miała Carrerę, która była na nią dużo za duża. To jej pierwszy w życiu rower dopasowany do jej wzrostu (ale i tak kupiliśmy za duży, bo przyzwyczajenia z o wiele większego roweru … ehh).

Mamy nowe rowery i trochę inaczej teraz jeździmy. Więcej jest krótkich tras na podjazdy/zjazdy. Mniej jeździmy krajoznawczo. Planujemy więc trochę to nadrobić w ciągu najbliższych tygodni.

Przed wyjazdem postaram się jeszcze uściślić jak będzie wyglądała nasza wyprawa (bo jeszcze się do końca nie zdecydowaliśmy).

WA08: dzień drugi – niedziela

Posted in mój rower tagi , , , , , , , on wtorek, 22 Kwiecień 2008 by Brunon Rogowski

Rano po złożeniu namiotu i sporządzeniu ciepłej zupy przy pomocy wody zagotowanej na Kettlu okazało się, że pogoda znów zapowiada się zachęcająco. Był piękny wschód słońca i bezchmurne niebo.

Ponieważ pierwszego dnia ciągnąłem przyczepkę praktycznie sam przez cały dzień zgodziliśmy się, że moja kobieta zapnie ją do swojego roweru i odda mi kiedy się zmęczy. Rozebrałem więc zapięcie i przełożyłem przyczepkę do jej roweru.

Kiedy już wszystko było spakowane zauważyłem, że złapaliśmy gumę w jednym z kół w przyczepce. Szybka akcja i ruszyliśmy w dalszą drogę jeszcze zatrzymując się na chwilę w supermarkecie na drobne zakupy i poranną toaletę.

Dalsza trasa przebiegała przez coraz ciekawsze i bardziej odludne tereny. Znowu zaczął jednak padać deszcz ale humory nam dopisywały.

Po południu trasa stawała się stopniowo coraz mniej interesująca. Zaczęliśmy wjeżdżać w zachodnią część Szkocji, gdzie sporo jest szarych, małych powojennych miasteczek, często zaśmieconych do granic wyobraźni. Najbrzydszym okazało się Kilwinning. Mnie to się kojarzyło z blokiem komunistycznym. Z jednej strony ohydne, ale jednocześnie w dziwny sposób interesujące.

W reszcie dojechaliśmy na wybrzeże, a konkretnie do Saltcoats, skąd już wzdłuż wybrzeża jechaliśmy dosyć długo do Ardrossan. Było w okolicach godziny 15, znowu zaświeciło słońce więc nam się nie spieszyło.

Już z daleka zobaczyliśmy ośnieżone szczyty gór na wyspie Arran (wtedy tego jeszcze nie byliśmy do końca pewni). Widok wyjątkowo imponujący. Najwyższy szczyt Goatfell (wietrzne wzgórze) ma 2866 stóp, czyli ponad 873 metry.

Pojechaliśmy prosto na prom, żeby mieć pewność, że jeszcze tego samego dnia dojedziemy na Arran.

Prom wpłynął, a właściwie wleciał do portu „na ręcznym”. Wyglądało to mniej więcej tak jakby za sterami siedział Krzysiek Hołowczyc. Byliśmy niemal pewni, że ten ogromny (w porównaniu do naszych rowerów) statek sunący z tak dużą prędkością rozbije się o nabrzeże.

Ustawiliśmy się w specjalnej kolejce dla rowerzystów. Szybko okazało się, że o tej porze rowerzyści już tylko wracali z Wyspy na ląd. Byliśmy więc jedynymi zroweryzowanymi turystami na okręcie :) .

W trakcie rejsu wyszliśmy na pokład gdzie poznaliśmy jednego z mieszkańców Arran. Okazało się, że niedawno odwiedzał Polskę i bardzo mu się podobało, z tym że bardzo tłoczno było. Szkocja jest w końcu o wiele mniej zaludniona. Poza tym uświadomił nas, że na Wyspie jest sporo naszych sympatycznych i pracowitych rodaków.

Niedługo przed zmrokiem dopłynęliśmy do Brodick skąd udaliśmy się na pobliski kemping. Trochę czasu zajęło nam znalezienie drogi w to odludne miejsce, bo ze zmęczenia mieliśmy już spore problemy z czytaniem mapy. Ale udało się i po raz drugi w czasie naszej wyprawy rozbijaliśmy się po ciemku.

WA08: dzień pierwszy – sobota

Posted in wypady tagi , , , , , , , , , , , on wtorek, 22 Kwiecień 2008 by Brunon Rogowski

Chciałem pisać na bieżąco o naszej wyprawie a wyszło jak zawsze :) . Ale zawsze lepiej późno niż wcale. Zatem pojechaliśmy, wróciliśmy i jesteśmy zadowoleni bo było naprawdę niezwykle. Spróbuję w miarę chronologicznie opisać po krótce jak faktycznie przebiegała nasza podróż.

Wyjazd pociągiem z Edynburga do Falkirk. Mieliśmy mały problem ze sprawnym wyjściem z wagonu, bo przyczepka okazała się wyjątkowo ciężka i trudna do manewrowania na tak małej przestrzeni.

Z Falkirk już rowerami udaliśmy się w kierunku Glasgow gdzie planowaliśmy nasz pierwszy biwak. Ale w drodze zmieniliśmy zdanie bo pogoda wyjątkowo dopisała. Zdecydowaliśmy zrobić kilkadziesiąt mil więcej niż wcześniej zaplanowaliśmy i przenocować po zachodniej zamiast po wschodniej stronie Glasgow.

Prawie nam się to udało, ale w Glasgow zgubiliśmy drogę i przez to straciliśmy około dwóch godzin. Nie udało nam się więc dojechać na kemping i namiot rozbijaliśmy już po zmierzchu gdzieś na obrzeżach Johnstone, na zachód od Glasgow. Moja kobieta nie dawała rady już dalej jechać, więc innego wyjścia nie było.

Ulokowaliśmy namiot w jakichś zaroślach modląc się, żeby nikt nas tam nie znalazł. To się nie do końca udało, bo okazało się, że w późnych godzinach wieczornych zapuścił się w te okolice jakiś jegomość w wieku tak na oko 14 z całkowicie pijaną dziewczyną w podobnym wieku. Na szczęście bardziej byli zainteresowani sobą niż nami.

Po rozbiciu obozu przyjrzałem się dokładnie przyczepce, a dokładnie samemu zaczepowi. Okazało się, że mocowanie do roweru jest tak wygięte, że ściągnięcie dyszla z roweru jest możliwe tylko po rozebraniu zaczepu na części pierwsze. Postanowiłem sobie to zajęcie zostawić na rano.

Przed pójściem spać po raz pierwszy odpaliliśmy nasz Kettle i to była jedna z niewielu przyjemnych rzeczy tego wieczoru. Bo zanim jeszcze skończyliśmy rozkładać namiot zaczął padać deszcz.

WA08: trasa

Posted in wyspa arran '08 (WA08) tagi , , , , , , , , on niedziela, 16 Marzec 2008 by Brunon Rogowski

Trasę wyprawy zaplanowała moja kobieta. Chodziło głównie o to, żeby przebieg wyprawy dostosowany był do jej wymagań. Musi być co najmniej ubikacja i ciepła woda.

1. Sobota

Pierwszy etap to podróż pociągiem z Edynburga do Falkirk. Tam skierujemy się na kanał łączący Edynburg z Glasgow i pojedziemy w kierunku tego ostatniego. W miejscowości Stepps (jakieś 25 mil od Falkirk) jest nasz pierwszy nocleg na kampingu. Ma być ubikacja, ciepła woda i podobno można palić ogniska. W każdym razie jest dosyć drogo, bo po 15 funtów za 2 osoby.

2. Niedziela

Następny nocleg jest w parku krajobrazowym przy zatoce Clyde. Jeszcze nie wiemy dokładnie gdzie, ale się dowiemy. Być może rozbijemy się na dziko. Jeśli nie, to znajdziemy jakiś kamping.

3. Poniedziałek

Trzeciego dnia kierujemy się do Ardrossan już na zachodnim wybrzeżu Szkocji skąd popłyniemy promem na wyspę Arran. Prom płynie jakieś 55 minut. Na samej wyspie planujemy spędzić jakieś 3-4 dni. Noclegi na Arran będą albo na kampingu albo w hostelu w zależności od samopoczucia mojej lepszej połowy.

4. Wtorek, Środa, Czwartek, Piątek

W te dni planujemy zwiedzanie samej wyspy. Podobno jest tam co oglądać. Zobaczymy, jeśli się nam znudzi, to ten plan może ulec modyfikacji.

5. Sobota

Powrót. I tutaj są dwie opcje, albo z Ardrossan do Edynburga pociągiem z przesiadką w Glasgow. Albo rowerami do Glasgow i stamtąd pociągiem do Edi. Zobaczymy w jakich będziemy nastrojach.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.