Status

Posted in niusy on niedziela, 18 Październik 2009 by trvlr

Wszystkim, którzy zastanawiają się co się obecnie ze mną dzieje spieszę z wyjasnieniami. Otóż ciągle mieszkamy w Edynburgu, jeździmy rowerami i dużo podróżójemy. Od ponad czterech lat, a moja dziewczyna od prawie czterech pracujemy w tej samej firmie.

Jest jeszcze coś co od ponad trzech lat się nie zmieniło, a jest to obezwładniające, nieodparte i wszechogarniające parcie na przygodę i podróżowanie.

W ciągu ostatnich kilku lat zwiedziliśmy spory kawałek Szkocji. Można powiedzieć, że szlifujemy warsztat podróżniczy. Ale choć wiemy teraz o wiele więcej niż parę lat temu to chyba najlepsza część jeszcze przed nami.

Ciągle nie potrafię wyjść z podziwu dla tych ludzi. Jak widać po ich blogu, ciągle jeszcze im się to nie znudziło.

Ciągle marzy nam się zerwanie z codziennością życia, więc niechaj żywi nie tracą nadziei…

fotografia z siodła

Posted in myśli tagi , , , on niedziela, 17 Sierpień 2008 by trvlr

Przeglądam sobie właśnie zdjęcia z różnych naszych wycieczek i wypraw i naszły mnie dwie myśli: a) za nierobienie zdjęć z lenistwa powinienem sobie spuścić wp@#$%#; b) trudno się robi zdjęcia z rowera :) .

Widzę, że przez lenistwo nie zarejestrowaliśmy dużej części naszej wyprawy na Arran. Na to niestety nie mam żadnego rozsądnego wytłumaczenia.

Może poza tym, że jak się jedzie rowerem, to zwykle obydwiema rękami trzyma się człowiek kierownicy. Oczywiście są wyjątki, ale ogólnie ciężko jest się co chwila zatrzymywać, wyciągać aparat, żeby pstryknąć fotkę, spakować aparat i za 500 metrów powtarzać te czynności od nowa.

Tutaj z pomocą przychodzi nam technologia XXI wieku – aparaty w komórkach. Sam przez długi czas byłem przeciwnikiem fotografii komórkowej. Jednakowoż dla rowerzysty to na ogół jedyna możliwość uchwycenia ważnej chwili. Szczęśliwie dzisiejsze telefony posiadają już całkiem niezłe aparaty.

To tyle jeśli chodzi o przemyślenia na dzisiaj.

WA08: dzień trzeci – poniedziałek

Posted in wyspa arran '08 (WA08) tagi , , , on niedziela, 17 Sierpień 2008 by trvlr

Ponieważ od czasu tamtej wyprawy upłynęło już duuuuuuuużo wody w Water of Leith, postaram się tylko po krótce opisać nasze wspomnienia, żeby zakończyć ten cykl wpisów.

A więc tak, obudziłem się dosyć późno, bo chyba byłem trochę zmęczony. Moja dziewczyna szalała już z aparatem od co najmniej dwóch godzin, kiedy udało mi się wywlec z namiotu około południa (nigdy nie byłem rannym ptaszkiem :D ).

Nasz kemping o nazwie Glen Rosa prezentował się w promieniach słonecznych całkiem ciekawie.

Zajęliśmy się jakimiś zwykłymi rzeczami typu jedzenie posiłków, palenia ogniska itd. W zasadzie to było pierwsze nasze ognisko w Szkocji. Mimo, że słońce świeciło przez cały dzień, było zimno. Żeby nie marznąć cały czas trzeba było się ruszać.

Pod wieczór zerwał się dosyć silny wiatr i zaczęło nam trochę rzucać namiotem. Obok stał jakiś zwinięty w kulkę namiot, który poprzedniej nocy nie wytrzymał naporu wiatru. Ale niepotrzebnie się przejmowaliśmy, bo nasz zniósł szkocką pogodę całkiem dobrze.

halo jestem

Posted in Szkocja08, myśli, węgry '08 tagi , on niedziela, 17 Sierpień 2008 by trvlr

Po kilkumiesięcznej przerwie powracam do pisania. Przez ten czas oczywiście bardzo wiele się wydarzyło, co postaram się pokrótce tutaj nakreślić.

Po pierwsze, z wycieczki na Węgry nici. Brak kasy zmusił nas do pozostania na Wyspie. Nie przejęliśmy się tym zbytnio i już w następny weekend ruszamy na trzytygodniową przejażdżkę po Szkocji. Planujemy między innymi odwiedzić wyspę Skye oraz słynne trasy zjazdowe w Glentress i Innerleithen.

Po drugie, kupiłem sobie nowy rower (tutaj najważniejsze parametry). Zrezygnowałem z hybrydy na rzecz hardtaila. Nie żałuję tej decyzji, mało tego jestem bardzo z niej zadowolony. Hybryda była za mało dynamiczna. Ja lubię od czasu do czasu rozpędzić się na jakimś górskim szlaku. Mój poprzedni rower miał też jedną wadę, był marnej jakości i nie wytrzymywał mojego ciężaru (ponad 90 kg). Dzięki temu rowerkowi udało mi się trochę wzmocnić formę. No i hydrauliczne hamulce tarczowe – bajka!

Po trzecie, moja kobieta również kupiła sobie rower, i to nawet lepszy niż mój, co mnie bardzo cieszy. Wcześniej miała Carrerę, która była na nią dużo za duża. To jej pierwszy w życiu rower dopasowany do jej wzrostu (ale i tak kupiliśmy za duży, bo przyzwyczajenia z o wiele większego roweru … ehh).

Mamy nowe rowery i trochę inaczej teraz jeździmy. Więcej jest krótkich tras na podjazdy/zjazdy. Mniej jeździmy krajoznawczo. Planujemy więc trochę to nadrobić w ciągu najbliższych tygodni.

Przed wyjazdem postaram się jeszcze uściślić jak będzie wyglądała nasza wyprawa (bo jeszcze się do końca nie zdecydowaliśmy).

WA08: dzień drugi – niedziela

Posted in mój rower tagi , , , , , , , on wtorek, 22 Kwiecień 2008 by trvlr

Rano po złożeniu namiotu i sporządzeniu ciepłej zupy przy pomocy wody zagotowanej na Kettlu okazało się, że pogoda znów zapowiada się zachęcająco. Był piękny wschód słońca i bezchmurne niebo.

Ponieważ pierwszego dnia ciągnąłem przyczepkę praktycznie sam przez cały dzień zgodziliśmy się, że moja kobieta zapnie ją do swojego roweru i odda mi kiedy się zmęczy. Rozebrałem więc zapięcie i przełożyłem przyczepkę do jej roweru.

Kiedy już wszystko było spakowane zauważyłem, że złapaliśmy gumę w jednym z kół w przyczepce. Szybka akcja i ruszyliśmy w dalszą drogę jeszcze zatrzymując się na chwilę w supermarkecie na drobne zakupy i poranną toaletę.

Dalsza trasa przebiegała przez coraz ciekawsze i bardziej odludne tereny. Znowu zaczął jednak padać deszcz ale humory nam dopisywały.

Po południu trasa stawała się stopniowo coraz mniej interesująca. Zaczęliśmy wjeżdżać w zachodnią część Szkocji, gdzie sporo jest szarych, małych powojennych miasteczek, często zaśmieconych do granic wyobraźni. Najbrzydszym okazało się Kilwinning. Mnie to się kojarzyło z blokiem komunistycznym. Z jednej strony ohydne, ale jednocześnie w dziwny sposób interesujące.

W reszcie dojechaliśmy na wybrzeże, a konkretnie do Saltcoats, skąd już wzdłuż wybrzeża jechaliśmy dosyć długo do Ardrossan. Było w okolicach godziny 15, znowu zaświeciło słońce więc nam się nie spieszyło.

Już z daleka zobaczyliśmy ośnieżone szczyty gór na wyspie Arran (wtedy tego jeszcze nie byliśmy do końca pewni). Widok wyjątkowo imponujący. Najwyższy szczyt Goatfell (wietrzne wzgórze) ma 2866 stóp, czyli ponad 873 metry.

Pojechaliśmy prosto na prom, żeby mieć pewność, że jeszcze tego samego dnia dojedziemy na Arran.

Prom wpłynął, a właściwie wleciał do portu “na ręcznym”. Wyglądało to mniej więcej tak jakby za sterami siedział Krzysiek Hołowczyc. Byliśmy niemal pewni, że ten ogromny (w porównaniu do naszych rowerów) statek sunący z tak dużą prędkością rozbije się o nabrzeże.

Ustawiliśmy się w specjalnej kolejce dla rowerzystów. Szybko okazało się, że o tej porze rowerzyści już tylko wracali z Wyspy na ląd. Byliśmy więc jedynymi zroweryzowanymi turystami na okręcie :) .

W trakcie rejsu wyszliśmy na pokład gdzie poznaliśmy jednego z mieszkańców Arran. Okazało się, że niedawno odwiedzał Polskę i bardzo mu się podobało, z tym że bardzo tłoczno było. Szkocja jest w końcu o wiele mniej zaludniona. Poza tym uświadomił nas, że na Wyspie jest sporo naszych sympatycznych i pracowitych rodaków.

Niedługo przed zmrokiem dopłynęliśmy do Brodick skąd udaliśmy się na pobliski kemping. Trochę czasu zajęło nam znalezienie drogi w to odludne miejsce, bo ze zmęczenia mieliśmy już spore problemy z czytaniem mapy. Ale udało się i po raz drugi w czasie naszej wyprawy rozbijaliśmy się po ciemku.

WA08: dzień pierwszy – sobota

Posted in wypady tagi , , , , , , , , , , , on wtorek, 22 Kwiecień 2008 by trvlr

Chciałem pisać na bieżąco o naszej wyprawie a wyszło jak zawsze :) . Ale zawsze lepiej późno niż wcale. Zatem pojechaliśmy, wróciliśmy i jesteśmy zadowoleni bo było naprawdę niezwykle. Spróbuję w miarę chronologicznie opisać po krótce jak faktycznie przebiegała nasza podróż.

Wyjazd pociągiem z Edynburga do Falkirk. Mieliśmy mały problem ze sprawnym wyjściem z wagonu, bo przyczepka okazała się wyjątkowo ciężka i trudna do manewrowania na tak małej przestrzeni.

Z Falkirk już rowerami udaliśmy się w kierunku Glasgow gdzie planowaliśmy nasz pierwszy biwak. Ale w drodze zmieniliśmy zdanie bo pogoda wyjątkowo dopisała. Zdecydowaliśmy zrobić kilkadziesiąt mil więcej niż wcześniej zaplanowaliśmy i przenocować po zachodniej zamiast po wschodniej stronie Glasgow.

Prawie nam się to udało, ale w Glasgow zgubiliśmy drogę i przez to straciliśmy około dwóch godzin. Nie udało nam się więc dojechać na kemping i namiot rozbijaliśmy już po zmierzchu gdzieś na obrzeżach Johnstone, na zachód od Glasgow. Moja kobieta nie dawała rady już dalej jechać, więc innego wyjścia nie było.

Ulokowaliśmy namiot w jakichś zaroślach modląc się, żeby nikt nas tam nie znalazł. To się nie do końca udało, bo okazało się, że w późnych godzinach wieczornych zapuścił się w te okolice jakiś jegomość w wieku tak na oko 14 z całkowicie pijaną dziewczyną w podobnym wieku. Na szczęście bardziej byli zainteresowani sobą niż nami.

Po rozbiciu obozu przyjrzałem się dokładnie przyczepce, a dokładnie samemu zaczepowi. Okazało się, że mocowanie do roweru jest tak wygięte, że ściągnięcie dyszla z roweru jest możliwe tylko po rozebraniu zaczepu na części pierwsze. Postanowiłem sobie to zajęcie zostawić na rano.

Przed pójściem spać po raz pierwszy odpaliliśmy nasz Kettle i to była jedna z niewielu przyjemnych rzeczy tego wieczoru. Bo zanim jeszcze skończyliśmy rozkładać namiot zaczął padać deszcz.

WA08: trasa

Posted in wyspa arran '08 (WA08) tagi , , , , , , , , on niedziela, 16 Marzec 2008 by trvlr

Trasę wyprawy zaplanowała moja kobieta. Chodziło głównie o to, żeby przebieg wyprawy dostosowany był do jej wymagań. Musi być co najmniej ubikacja i ciepła woda.

1. Sobota

Pierwszy etap to podróż pociągiem z Edynburga do Falkirk. Tam skierujemy się na kanał łączący Edynburg z Glasgow i pojedziemy w kierunku tego ostatniego. W miejscowości Stepps (jakieś 25 mil od Falkirk) jest nasz pierwszy nocleg na kampingu. Ma być ubikacja, ciepła woda i podobno można palić ogniska. W każdym razie jest dosyć drogo, bo po 15 funtów za 2 osoby.

2. Niedziela

Następny nocleg jest w parku krajobrazowym przy zatoce Clyde. Jeszcze nie wiemy dokładnie gdzie, ale się dowiemy. Być może rozbijemy się na dziko. Jeśli nie, to znajdziemy jakiś kamping.

3. Poniedziałek

Trzeciego dnia kierujemy się do Ardrossan już na zachodnim wybrzeżu Szkocji skąd popłyniemy promem na wyspę Arran. Prom płynie jakieś 55 minut. Na samej wyspie planujemy spędzić jakieś 3-4 dni. Noclegi na Arran będą albo na kampingu albo w hostelu w zależności od samopoczucia mojej lepszej połowy.

4. Wtorek, Środa, Czwartek, Piątek

W te dni planujemy zwiedzanie samej wyspy. Podobno jest tam co oglądać. Zobaczymy, jeśli się nam znudzi, to ten plan może ulec modyfikacji.

5. Sobota

Powrót. I tutaj są dwie opcje, albo z Ardrossan do Edynburga pociągiem z przesiadką w Glasgow. Albo rowerami do Glasgow i stamtąd pociągiem do Edi. Zobaczymy w jakich będziemy nastrojach.

WA08: wyprawa na wyspę Arran – wstęp

Posted in wyspa arran '08 (WA08) tagi , , , , , , , , on niedziela, 16 Marzec 2008 by trvlr

Trochę późno zaczynam o tym pisać, bo jakoś nie było ostatnio czasu. W następny weekend, 22 marca 2008 wybieramy się na małą, ośmiodniową wyprawę. Celem jest wyspa Arran w pobliżu południowo-wschodnich wybrzeży Szkocji.

Przygotowania ruszyły już mniej więcej 2 miesiące temu. Zdążyliśmy w tym czasie zaopatrzyć się w niezbędny sprzęt.

1. Przyczepka

Rozważaliśmy w pierwszej kolejności sakwy. Ja byłem przeciwnikiem przyczepki. Ostatecznie jednak przekonała mnie cena. Wyliczenie wyglądało mniej więcej tak. Sakwy przednie i tylne na 2 rowery to wydatek około 400 funtów jeśli chce się inwestować w dobry, sprawdzony i niezawodny sprzęt Ortlieba. Gdyby kupować tańsze zamienniki, prawdopodobnie 200 funtów byłoby za mało.

Ale głównym powodem były rowery. Na razie jeszcze nie jesteśmy milionerami i prawdopodobnie przez następne kilkanaście lat nie będziemy. Więc nasze rowery odpowiadają mniej więcej naszemu statusowi majątkowemu. Nasze rowery nie wytrzymałyby z dużym prawdopodobieństwem trudów takiej wyprawy. Rowery, na które można byłoby ewentualnie pakować sakwy kosztują w okolicy tysiąca funtów za sztukę.

Wybraliśmy więc alternatywę jaką jest przyczepka, a konkretnie wybraliśmy Y-Frame firmy Carry Freedom.

Przyczepka Y Frame

Koszt, to około 160 funtów, więc nieporównywalnie taniej niż sakwy i nowe rowery. Drugą zaletą jest uniwersalność. Można na takiej przyczepce przewozić różne rzeczy, również dosyć spore gabarytowo. Do przyczepki dokupiliśmy pudełko firmy Curver za 18 funtów, podobno bardzo odporne na uszkodzenia. Po zamontowaniu na przyczepkę wygląda to tak:

Przyczepka

Żeby połączyć pudełko z przyczepką musiałem nieco się napracować, ale chyba się udało. Producent dołącza do przyczepki 4 nóżki. Trzy z nich zamontowałem do pudełka tak, żeby zmieściło się w poprzek w tylnej części przyczepki. Lepiej można zrozumieć jak to zrobiłem oglądając poniższe zdjęcia.

Przyczepka - nóżki

Wewnątrz pod podkładkami włożyłem kawałki gumy jako uszczelnienie. Nie wiem czy będzie to konieczne, ale w razie czego pudełko powinno być wystarczająco szczelne, żeby nalać tam wody.

Przyczepka - nóżki

Oprócz tego chciałem na sztywno przymocować przyczepkę do podstawy za pomocą dostarczonych przez producenta szerokich pasów. Chciałem jednak uniknąć rozpinania i zapinania pasów za każdym razem kiedy zdejmuje się wieko. Wytopiłem więc w uchwytach bocznych otwory,w których mieszczą się pasy łączące się pod pudełkiem na rzepy. Dodałem jeszcze dla pewności elastyczny sznurek. Chodziło mi o upewnienie się, że pudełko nie odskoczy od podłoża na tyle wysoko, żeby gumowe nóżki znalazły się poza otworami w podstawie. To groziłoby rozładowaniem całego ekwipunku na drodze.

Przyczepka - pasy

Jak widać na pierwszym zdjęciu z przodu są jeszcze 2 elastyczne sznurki do przytrzymywania namiotu i śpiworów (w nieprzemakalnych workach). Nie zmieszczą się do pudełĸa, więc będą jechały na zewnątrz. Paski zabezpieczają też kuferek przed przewróceniem do tyłu.

Producent dostarcza też 3 mocowania na ośkę tylną roweru. Można więc przyczepkę montować na 3 różne rowery bez konieczności przekładania złączki. Dzięki temu będziemy tę przyczepkę wozić na zmianę z moją dziewczyną.

Na tył nalepiłem jeszcze trochę taśmy odblaskowej.

Przyczepka - tył

2. Volcano

Pierwszy raz takie urządzenie pokazał mi Wojtek Cejrowski w jednym z odcinków swojego programu. To urządzenie pozwala zagotować wodę w kilka minut i działa praktycznie na każdy rodzaj paliwa. Można na przykład użyć patyków, słomy, gazet etc.

Niestety zamówiliśmy w tym tygodniu i jeszcze nie było okazji przetestować w warunkach polowych. Ufamy jednak, że zda egzamin. Nasz Volcano ma pół litra pojemności.

Volcano Kelly Kettle

Na powyższym obrazku widać, że można na nim nawet ugotować obiad. Damy znać po powrocie.

3. Namiot

Z namiotem chyba trochę przesadziłem. Przeczytałem gdzieś, że w czasie wypraw zimowych dobrze jest mieć przestronny namiot, bo będzie się w nim spędzać większość czasu w ciągu dnia. Zaufałem tej rekomendacji i kupiłem Vango Equinox 350 TBS.

Vango Equinox 350 TBS

Ma to być namiot, który przetrzyma nawet trudne warunki pogodowa jakie lubią często panować w Szkocji – deszcz i wiatr. Z tego co czytałem w opisach sam namiot jest całkiem niezły. Ale dla nas dwoje chyba zdecydowanie za duży. Spokojnie zmieściłyby się tam 3 osoby z ekwipunkiem i być może nawet rowery dałoby się upchać w przedsionku. Jest naprawdę przestronny i wygodny. Po złożeniu zajmuje też dosyć dużo miejsca i waży ponad 6 kilo. Ale trudno, na razie jakoś damy radę. Jeśli okaże się, że jest za duży postaramy się o mniejszy.

4. Termofor

Yhm, tego, nom, rozumiem, że większość ludzi się uśmiało właśnie po pachy. Termofor zakupiliśmy przede wszystkim dla mojej kobiety, ponieważ ona strasznie marznie. Mimo, że przejeździła na rowerze całą zimę nadal bardzo szybko przemarza. Kiedy jest w ruchu jest w miarę OK, ale jeśli się zatrzymamy nawet na krótką chwilę, albo tempo jest zbyt wolne od razu marznie. Termofor przyda jej się w śpiworze. Przynajmniej podczas tej pierwszej naszej wyprawy.

5. Mapy

W Wielkiej Brytanii dostępne są bardzo dobre mapy firmy Ordnance Survey. Dostępne są w kilku opcjach.

My kupiliśmy kwadraty 350 – Edinburgh, Mussleburgh and Queensferry, 63 – Firth of Clyde, 64 – Glasgow, Motherwell & Airdrie i 69 – Isle of Arran. Pierwsza jest mapą typu Explorer z podziałką 1:25 000 czyli bardzo dokładną. A pozostałe są w skali 1:50 000.

Zaletą tych map jest bardzo dobra dokładność i to, że zaznaczone są nawet ścieżki rowerowe. Mapy rowerowe, z którymi zetknąłem się tutaj do tej pory jakoś mnie nie przekonały.

6. Duct tape

Nie wiem jaka jest tego polska nazwa, bo nigdy się z tym w kraju nie zetknąłem. Jest to amerykański wynalazek pamiętający czasy drugiej wojny światowej. Beata Pawlikowska pisze o niej w “Poradniku Globtrottera” tak:

Mocna, wodoodporna, klejąca taśma na bazie tkaniny, wymyślona przez Amerykanów podczas drugiej wojny światowej. Początkowo wykorzystywano ją do uszczelniania skrzynek z amunicją. Wkrótce okazało się, że można jej używać także do wielu innych celów. Jest tak niezwykle wytrzymała, że stosowano ją do szybkiej naprawy pękniętych części samochodów, broni, a nawet samolotów. Nazywano ją “taśmą sto mil na godzinę” (…).

7. Ręczniki

Żeby maksymalnie obniżyć wagę i objętość bagażu zabieramy ze sobą superchłonne ręczniki wielkości ścierki kuchennej :) . Nie wiem jak się to sprawdzi na dłuższą metę, ale z całą pewnością jest kilka razy mniejsze niż zwykły ręcznik.

8. Kosmetyki

Zabieramy tylko podstawowy zestaw kosmetyków w małych pojemnikach. Zamiast żelu pod prysznic/mydła bierzemy jedynie szampon.

9. Latarka

Nie zabieramy. Mamy dobre światła rowerowe Cateye HD-EL530, które posłużą nam dodatkowo jako latarki.

10. Garnki

Do gotowania oprócz Volcano mamy 4 częściowy zestaw ze stali nierdzewnej oraz holenderski stalowy garnek który może posłużyć do gotowania w ognisku. Pokrywkę można stosować jako patelnię :) .

Garnek holenderski

Mamy jeszcze masę innych rzeczy, takich jak nóż, śpiwory, karimaty, kurtki przeciwdeszczowe, ciuchy rowerowe, itd. Nie będę tego wszystkiego tutaj wymieniał, bo jest to w miarę standardowe wyposażenie rowerzysty/wycieczkowicza.

w 194 dni dookoła świata na rowerze

Posted in co robią inni tagi , , , , , on sobota, 23 Luty 2008 by trvlr

Brytyjczyk Mark Beaumont pobił Rekord Guinessa w czasie przejazdu dookoła Ziemi!

Przejechał 29 500 w 194 dni i 17 godzin, czyli pobił poprzedni rekord o 82 dni (prawie 3 miesiące!).

Mimo, że jest wegetarianinem musiał żywić się mięsem żeby dostarczyć organizmowi dzienną dawkę 6000 kalorii.

Więcej w Metro.

A tutaj jeszcze trochę ciekawych linków:

Sprzęt

GPS tracking

Blog

sprzęt: rowerowa przyczepka z bambusa

Posted in sprzęt tagi , , , , on czwartek, 7 Luty 2008 by trvlr

Jeżeli kogoś nie stać na zakup sprzętu wyprawowego, to z pomocą przychodzi nam rowerowa przyczepka z bambusa. To znaczy może być z bambusa, bo to lekkie i tanie (jeszcze zależy w jakiej części świata), ale może być w zasadzie “zbyleczego”.

Kiedy napisać na adres email podany na w/w stronie dostać można w odpowiedzi szczegółowe plany montażu takiej przyczepki. Ja już zastanawiam się nad takim projektem, bo ciekawy niezmiernie. Jednocześnie wpadłem na pomysł, że zamiast bambusa można by użyć rur do odkurzacza. Tylko skąd wziąć tyle rur?

A na tej stronie kolo pokazuje krok po kroku jak zmontować taką przyczepkę i jakich konkretnie narzędzi potrzeba.

A tutaj w pedeefie plany podobnej przyczepki, ale na trochę innej konstrukcji. I fotki przykładowej przyczepki z łóżkiem :) .

I jeszcze plany podobnej konstrukcji, z możliwością skonstruowania na recyklingowanych elementach (widelce szosowe) i złożenia na śrubach zamiast spawania.